Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber Ya Kale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber Ya Kale. Pokaż wszystkie posty

Odchodzą

Dzisiaj odchodzą wilki 2 osób. Jeżeli właścicielki będą chciały nimi powrócić niech zgłoszą to do Bastruka by założyła na nie rezerwacje. Obecnie trafiają do adopcji.
POWÓD : Decyzja właścicielek



Od Amber Ya Kale cd. Xanax KONIEC

Westchnęłam i powiedziałam:
-Xanax...
-Co?
-Przepraszam za wczoraj. Zawstydziłam się strasznie jak to się stało...- spojrzałam na swój talizman i znów westchnęłam.
-Rozumiem.
Spojrzałam na niego. Dopiero teraz zauważyłam że coś jest z jego okiem. Nie zapytałam co z nim, bo nie wiedziałam czy Xanaxa to nie urazi. Uśmiechnęłam się, dopiero go poznałam, a już bardzo polubiłam. Zapytałam się:
-Spotkamy się wieczorem?
-Gdzie?
-Na tej samej skale co wczoraj.
-Okej.
-To ja już pójdę, mam do przekazania coś alfie. Do zobaczenia.
Za nim zdołał coś powiedzieć, odbiegłam. Cerber powinien wiedzieć o tym, że ktoś zniszczył kometę. Odwróciłam się by zobaczyć czy basior dalej tam stoi, ale zniknął. Już sobie wyobrażałam co się stanie, gdy nagle mój talizman zaświecił się i pociągnął mnie gdzieś. Z taką siłą to zrobił, że myślałam, że urwie mi głowę. Krzyknęłam, zdziwiło mnie to strasznie. Co on robi? Złapałam naszyjnik i przysunęłam do siebie. Przez chwilę się jeszcze wyrywał, ale w końcu przestał. Odetchnęłam z ulgą, puściłam go i poszłam dalej. Czasami spojrzałam na talizman, by sprawdzić, czy się nie świeci. Na szczęście nie stało się to już, aż doszłam do jaskini alfy. Miałam już wejść gdy nagle, naszyjnik znów zaczął się świecić. Warknęłam i złapałam go, by znów gdzieś nie poleciał. Nagle zaczął się strasznie nagrzewać. Puściłam go, gdy prawie mi poparzył łapy, a on poleciał w krzaki wraz ze mną. Za nim zdążyłam krzyknąć, wpadłam na kogoś, z tak wielką siłą, że się przewrócił. Talizman przestał się świecić i złapał, za znajomy mi krawat. Podejrzewając na kogo wpadłam, spojrzałam na niego. Niestety miałam rację, był to Xanax. Nie wiedziałam co powiedzieć. Siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu zapytałam:
-Wszystko okej?
-Tak.
-Przepraszam, nie chciałam tego, ale ten głupi talizman zaczął wariować.- znów byłam zawstydzona.- Może spotkamy się jednak wcześniej?- uśmiechnęłam się.
- Nie wiem czy to będzie możliwe. - odwrócił się i poszedł w tylko sobie znane miejsce.



                                 *KONIEC*

Od Amber Ya Kale do Xanaxa

Była noc, a ja jak zwykle patrzyłam na niebo. Żaden ruch na nim nie mógł mi umknąć. Dzisiaj ma się pojawić kometa. Raz na rok można ją zobaczyć. Bardzo chciałabym się jej przyjrzeć, choć widziałam ją ze sto razy, to wiem że czegoś jeszcze nie dostrzegłam. Czekałam cierpliwie, przecież ona nie pojawia się na czyjeś zawołanie.
Gdy się pojawiła, podleciałam wyżej i starałam się jej dokładnie przyjrzeć. Niestety nie było mi dane tego zrobić, ponieważ ktoś ją zniszczył. Z przerażeniem patrzyłam na wybuch. Nie wiem kto to zrobił, ale zapłaci za to. Pobiegłam w stronę miejsca, z którego wystrzelono ten dziwny pocisk. Talizman powieszony na moim pasie, zaczął lekko świecić, ale nie zwróciłam na to jakoś wielkiej uwagi. Gdy dobiegłam do lasu użyłam mojej mocy, dzięki której mam wyczulone zmysły. Jestem szybsza, zwinniejsza i silniejsza. Zamknęłam na chwilę oczy, bym mogła się połączyć z ciałami niebieskimi. Poczułam przeszywający mnie chłód, który minął chwilę później. Wbiegłam w las. Dzięki tej mocy, kilka minut później byłam przed jakąś jaskinią. Od razu wyczułam mocny zapach innego wilka. Powoli weszłam nie odłączając się od planet. Z drugiego końca groty dostrzegłam wilka. Wyglądał tak, jakby chciał, bym go nie zauważyła. Na jego nieszczęście wszystko widziałam, ale żeby mieć przewagę udawałam, że go nie widzę i weszłam do środka. Spojrzałam na ścianę, na której widniały napisy i kontem oka widziałam wilka. Usiadłam i czekałam aż wyskoczy. I się doczekałam. Wilk wyszedł z cienia i pobiegł w moją stronę od tyłu. Z trudem ominęłam jego pazury i spojrzałam na niego. Był to wysoki biały basior, który nosił na szyi niebieski krawat. Gdy przyjrzał mi się to się uspokoił, ale dalej był w pozie obronnej. Nie bojąc się go, zapytałam:
-Czemu rozwaliłeś kometę?- starałam się być spokojna.- Ty chyba nie wiesz, że pojawia się ona raz do roku.
-Dobrze to wiem. Nie zniszczyłem żadnej komety.
Nie wiem czemu, ale wierzyłam mu. Nie kłamał. Westchnęłam i wyszłam z jaskini. Nie przeszkadzało by mi to, jakby to on spowodował jej eksplozję. Nie musiałabym już szukać sprawcy.


*Xanax?*

^