Gdy wilki zamknęły za sobą drzwi podłoga pod nimi się zawaliła. Zjechały
w kamiennej rurze aż do rzeki, która doprowadziła je na polanę. Ragna
wstał, otrzepał się i spojrzał na waderę.
-To chyba jednak nie te drzwi. -wytrząsał resztki wody z ucha.
Chione dalej siedziała w chłodnej wodzie. Odwróciła łeb w stronę, z której przed chwilą się tu dostali.
-Może wrócimy i poszukamy dalszego przejścia? -zagadnęła dość chłodno,
dalej nie patrząc na basiora. Podniósł jedną brew. Wydawało mu się, czy
wadera przywyknęła do jego towarzystwa? Nie zastanawiał się nad tym zbyt
długo. Chione wyszła już z rzeczki i schowała się w cieniu drzew.
Ragnarok podszedł do niej mamrocząc coś pod nosem i stanął przed nią
dumnie.
-W drogę, Mademoisprzedame! -powiedział z jego charakterystycznym
uśmieszkiem. Wilczyca spojrzała na niego z wyrzutem i nic nie mówiąc
ruszyła biegiem. Oba wilki biegły dość długo, omijały wszelkie
nasłonecznione miejsca. Dotarli do wcześniej już znalezionej jaskini,
ponownie wspólnymi siłami podnieśli drewnianą klapę i weszli do
korytarza. Znali już drogę, którą przemierzyli szybkim truchtem.
Zatrzymali się na środku komnaty. Cały czas postępowali tak jak
wcześniej, lecz coś tutaj nie pasowało. Wadera znowu podeszła do
biblioteczek i stołów alchemicznych. Otworzyła jedną ze starych ksiąg
leżących na półkach. Zagłębiła się w lekturę co chwile mówiąc na głos
dziwne i nieznane wilkom słowa. Ragnarok podszedł do otwartych drzwi,
przez które ostatnio wypadli.Wziął jeden z kamieni pozostałych po
zawaleniu i otworzył kolejne drewniane wrota. Rzucił z niewielką siłą
mały głaz. Po chwili z tymi drzwiami stało się to co z poprzednimi.
-Zostały ostatnie. -mruknął do siebie. Powtórzył czynność z kamieniem,
mając nadzieję, że nic się nie stanie. Niestety, ta droga również
prowadziła donikąd. Rokk przeklnął pod nosem i warknął. Podszedł do
wadery, która mieszała ze sobą różnokolorowe substancje.
-W czarodzieja się bawisz?- rzucił z pogardą. Chione nawet na niego nie
spojrzała, tylko cały czas w skupieniu mieszała buteleczkami. Po chwili
przelała powstałą ciecz do flakonika i zabrała ze sobą.
-Wszystkie drogi były fałszywe.-powiedział basior, siadając obok towarzyszki podróży.- Musi być tu coś jeszcze.
-No to szukaj.- prychnęła wadera wracając do jednej z biblioteczek.
Ragna nie ruszając się z miejsca przyglądał się całej komnacie. Gdzie
mogło być ukryte przejście? Po raz kolejny bezsensownie przeleciał
wzrokiem wszystko co Go otaczało.
-Ragnarok? -powiedziała wadera z nutą niepewności i zmieszania.- Chodź coś zobaczyć.
Czarny wilk wstał z zaciekawieniem i podszedł do wadery, która trzymała
łapę na książce wystającej z szeregu. Przed nami pojawiło się przejście.
Jako dżentelmen, basior wszedł do korytarza sprawdzić, czy nic im nie
grozi.
-Stamtąd pochodzi dziwny zapach. Chodźmy to sprawdzić.
Wilki ostrożnie stąpając szły dość dużych rozmiarów tunelem. Zatrzymały
się u jego wylotu. Ich oczom ukazała się ogromna jaskinia, wypełniona
klatkami, w których siedziały różne zwierzęta. Od tych najzwyklejszych
po magiczne i mityczne stwory. Ukryli się za jedną ze skrzyń i zdumieni
przyglądali się ich znalezisku.
*Chione? Poszalałam xD*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ragnarok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ragnarok. Pokaż wszystkie posty
Od Ragnaroka cd. Mabel KONIEC
Ragnarok otrząsnął się i wyszedł z transu.
-Jak ona mogła mnie tak wykorzystać?!- warknął. Zmarszczył brwi, a jego oczy przybrały krwisty kolor. Spojrzał w stronę tunelu, do którego weszła wadera. Zamienił się w nietoperza, aby nie wzbudzać podejrzeń i wleciał wgłąb. Zdenerwowany leciał szybciej od reszty podniebnych ssaków. Korytarz zdawał się rozszerzać z każdym pokonanym metrem. Po dłuższej chwili lotu, doleciał do sześciokątnej komnaty. Gdzieś w rogu siedziała biało-czarna wilczyca. Znowu czesała swoje futro, przeglądając się w lustrze. Ragna zapikował na nią przemieniając się w wilka. Przydusił ją swoim niemałym ciężarem do ziemi. Wadera zawyła z bólu, a on użył potężnego ryku, by ją ogłuszyć. Był tak wściekły, że udało mu się nie tylko ogłuszyć, ale wszystkie jej zmysły przestały prawidłowo działać. Zaczęło kręcić jej się w głowie, obraz stał się zamazany, łapy kołysały się na wszystkie strony. Jedynie węch pozostał nie naruszony. Próbowała wstać, lecz cały czas się przewracała, aż w końcu upadła na lustro. Potłukło się, a odłamki szkła rozpadły się po jaskini. Wadera żałośnie zawyła ze złości. Już chciała zaatakować Ragnaroka, gdy basior przejął nad nią kontrolę.
-I co? Ładnie to tak kontrolować czyimś ciałem?- zapytał ze śmiechem, rozkazując wilczycy skakać na tylnych łapach i żonglować fioleczkami z perfumami. Nagle jedna z nich upadła, uwalniając słodki zapach.- Ups! Nie złapałaś? Oj, biedna. Czy to Twój ulubiony? Nie? To upuść pozostałe.
Jak powiedział, to buteleczki równo upadły o podłogę tłukąc się i wylewając zawartość.
-Jeśli nie wiesz z kim, to nie zaczynaj.- basior odwrócił się, by wyjść z powrotem na zewnątrz. Nagle w wyjściu pojawił się lód. Odwrócił łeb w stronę w stronę wrogo nastawionej wilczycy. Zamienił się chwilowo w smoka, roztapiając lód jednym chuchnięciem. Gdy skończył, zamienił się w demona i skoczył znów przygważdżając niesforną waderę do podłoża. Zbliżył swój pysk do jej i sycząc, powiedział:
-Nie wiesz kiedy skończyć, prawda?
Próbowała się wyrwać, lecz jedynie marnowała swoje siły.
-Jak ona mogła mnie tak wykorzystać?!- warknął. Zmarszczył brwi, a jego oczy przybrały krwisty kolor. Spojrzał w stronę tunelu, do którego weszła wadera. Zamienił się w nietoperza, aby nie wzbudzać podejrzeń i wleciał wgłąb. Zdenerwowany leciał szybciej od reszty podniebnych ssaków. Korytarz zdawał się rozszerzać z każdym pokonanym metrem. Po dłuższej chwili lotu, doleciał do sześciokątnej komnaty. Gdzieś w rogu siedziała biało-czarna wilczyca. Znowu czesała swoje futro, przeglądając się w lustrze. Ragna zapikował na nią przemieniając się w wilka. Przydusił ją swoim niemałym ciężarem do ziemi. Wadera zawyła z bólu, a on użył potężnego ryku, by ją ogłuszyć. Był tak wściekły, że udało mu się nie tylko ogłuszyć, ale wszystkie jej zmysły przestały prawidłowo działać. Zaczęło kręcić jej się w głowie, obraz stał się zamazany, łapy kołysały się na wszystkie strony. Jedynie węch pozostał nie naruszony. Próbowała wstać, lecz cały czas się przewracała, aż w końcu upadła na lustro. Potłukło się, a odłamki szkła rozpadły się po jaskini. Wadera żałośnie zawyła ze złości. Już chciała zaatakować Ragnaroka, gdy basior przejął nad nią kontrolę.
-I co? Ładnie to tak kontrolować czyimś ciałem?- zapytał ze śmiechem, rozkazując wilczycy skakać na tylnych łapach i żonglować fioleczkami z perfumami. Nagle jedna z nich upadła, uwalniając słodki zapach.- Ups! Nie złapałaś? Oj, biedna. Czy to Twój ulubiony? Nie? To upuść pozostałe.
Jak powiedział, to buteleczki równo upadły o podłogę tłukąc się i wylewając zawartość.
-Jeśli nie wiesz z kim, to nie zaczynaj.- basior odwrócił się, by wyjść z powrotem na zewnątrz. Nagle w wyjściu pojawił się lód. Odwrócił łeb w stronę w stronę wrogo nastawionej wilczycy. Zamienił się chwilowo w smoka, roztapiając lód jednym chuchnięciem. Gdy skończył, zamienił się w demona i skoczył znów przygważdżając niesforną waderę do podłoża. Zbliżył swój pysk do jej i sycząc, powiedział:
-Nie wiesz kiedy skończyć, prawda?
Próbowała się wyrwać, lecz jedynie marnowała swoje siły.
~~~
Po jakimś czasie wilki odeszły od siebie. Ragna pobiegł w innym kierunku lecz po kilku minutach marszu usłyszał krzyk. Pobiegł w jego kierunku lecz było za późno. Wadera leżała w kałuży krwi a nad nią stał niedźwiedź którego Ragnarok postanowił zaatakować.
*SAD KONIEC*
Od Ragnaroka cd. Chione KONIEC
Co robiła drewniana klapa w zwykłej jaskini? Basior aż lekko zamerdał z wrażenia, bo brak mu ostatnio było przygód. Ucieszył się na możliwość rozwiązania jakiejś zagadki lub tajemnicy.
-Pomożesz mi podnieść? -słowa wadery wyrwały Go z marzeń.
-Pewnie. -chwycił za żeliwny uchwyt i ciągnął z całych sił, a Chione czekała, aż pojawi się prześwit, by ją podnieść. Dębowa klapa spadła w drugą stronę, ukazując wąskie przejście. Ragnarok wskazał łapą i powiedział:
-Panie przodem.
-Jeśli coś ma nas zjeść, to ty będziesz pierwszy. -wepchnęła basiora w wąską szczelinę. Gdy wadera weszła tuż za nim, klapa momentalnie się za nimi zamknęła.
-Przydałoby się jakieś światło, nic nie widzę. -mruknął niezadowolony Rokk. Nagle po jego słowach zapalił się cały rządek pochodni. Wilki spojrzały po sobie lekko oszołomione. Szli przed siebie, nie mówiąc ani słowa. Woda spływała po ścianach, tworząc kałuże na podłodze. Co jakiś czas przelatywał nietoperz spłoszony ogniem pochodni. Korytarz wydawał się nie mieć końca, a wrócić już nie mogli. Marsz stawał się coraz trudniejszy ze względu na wodę sięgającą im już powyżej nadgarstków. Na szczęście droga była teraz pod górkę, więc woda nie przeszkadzała im w dalszej wędrówce. Korytarz znów był poziomy, ale trafili na jakąś komnatę. Było w niej pełno regałów z książkami pełnymi dziwnych znaków i obrazków, stanowisk alchemicznych z mnóstwem fiolek i odczynników, biurko, na którym leżały zwoje oraz trzy pary drzwi. Prowadziły w różnych kierunkach. Wybrali jedne z drzwi. w środku było zupełnie ciemno a gdy weszli do pomieszczenia podłoga się zawaliła. Wilki wpadły do rzeki która wypływała na jedną z polan.
-Pomożesz mi podnieść? -słowa wadery wyrwały Go z marzeń.
-Pewnie. -chwycił za żeliwny uchwyt i ciągnął z całych sił, a Chione czekała, aż pojawi się prześwit, by ją podnieść. Dębowa klapa spadła w drugą stronę, ukazując wąskie przejście. Ragnarok wskazał łapą i powiedział:
-Panie przodem.
-Jeśli coś ma nas zjeść, to ty będziesz pierwszy. -wepchnęła basiora w wąską szczelinę. Gdy wadera weszła tuż za nim, klapa momentalnie się za nimi zamknęła.
-Przydałoby się jakieś światło, nic nie widzę. -mruknął niezadowolony Rokk. Nagle po jego słowach zapalił się cały rządek pochodni. Wilki spojrzały po sobie lekko oszołomione. Szli przed siebie, nie mówiąc ani słowa. Woda spływała po ścianach, tworząc kałuże na podłodze. Co jakiś czas przelatywał nietoperz spłoszony ogniem pochodni. Korytarz wydawał się nie mieć końca, a wrócić już nie mogli. Marsz stawał się coraz trudniejszy ze względu na wodę sięgającą im już powyżej nadgarstków. Na szczęście droga była teraz pod górkę, więc woda nie przeszkadzała im w dalszej wędrówce. Korytarz znów był poziomy, ale trafili na jakąś komnatę. Było w niej pełno regałów z książkami pełnymi dziwnych znaków i obrazków, stanowisk alchemicznych z mnóstwem fiolek i odczynników, biurko, na którym leżały zwoje oraz trzy pary drzwi. Prowadziły w różnych kierunkach. Wybrali jedne z drzwi. w środku było zupełnie ciemno a gdy weszli do pomieszczenia podłoga się zawaliła. Wilki wpadły do rzeki która wypływała na jedną z polan.
*KONIEC*
Od Ragnaroka cd. Chione
Ragna był bardzo niezadowolony, że wadera próbowała uwięzić Go w lodzie. Gdy już miał powiedzieć jej, co o tym myśli, zaczął padać deszcz. Początkowo lekki, ale z dodatkiem coraz głośniejszych grzmotów, rozpętała się burza. Nie chcąc przemoknąć do suchej nitki, basior postanowił schować się w pobliskiej jaskini. Kiedy był już niedaleko celu, usłyszał wołanie. Postanowił zobaczyć o co chodzi. Źródłem dźwięku była ta sama wadera, która wcześniej wpadła na niego i próbowała uwięzić.
-Kogo moje oczy widzą? -zadrwił basior.
-Zamiast gadać mógłbyś mnie uwolnić. -wycedziła przez zęby próbując się wydostać spod drzewa.
-A co jeśli nie? -uśmiechnął się szyderczo i odwrócił się. Wadera wbiła w niego spojrzenie, które łatwo by Go zabiło, gdyby tylko potrafiło.
-No dobrze, dobrze. Daj mi chwilę, aby pomyśleć.
Ragna rozglądał się wokół szukając inspiracji. Zauważył rodzinę myszy polnych, uciekająca przed deszczem. Przypomniało mu się, gdy zmieniał się w mysz obserwując Ono. Może jakieś inne zwierzę da radę podnieść pień?
-Jakie jest duże zwierzę, które potrafiłoby podnieść to drzewo?
-Może słoń? Albo smok. -zaproponowała biała wadera.
-To drugie bardziej mi się podoba. -podniósł lekko kąciki ust i zamienił się w drapieżnego gada. Podleciał i tylnymi kończynami chwycił przeszkodę. Przerzucił ją kilka metrów dalej, aby wilczyca mogła swobodnie wyjść. Powrócił do swojej poprzedniej postaci i stanął obok wadery.
-Podziękujesz mi później, chodź,schronimy się przed deszczem.
Pobiegli razem do jaskini. Otrzepali się z nadmiaru wody i usiedli niedaleko siebie.
-Co za maniery! Nie przedstawiłem się. Ragnarok. -lekko się ukłonił udając księcia. Zaśmiał się w sobie, lecz widać było jego zabawną minę i brak powagi w danej sytuacji.- A Ty damo?
-Kogo moje oczy widzą? -zadrwił basior.
-Zamiast gadać mógłbyś mnie uwolnić. -wycedziła przez zęby próbując się wydostać spod drzewa.
-A co jeśli nie? -uśmiechnął się szyderczo i odwrócił się. Wadera wbiła w niego spojrzenie, które łatwo by Go zabiło, gdyby tylko potrafiło.
-No dobrze, dobrze. Daj mi chwilę, aby pomyśleć.
Ragna rozglądał się wokół szukając inspiracji. Zauważył rodzinę myszy polnych, uciekająca przed deszczem. Przypomniało mu się, gdy zmieniał się w mysz obserwując Ono. Może jakieś inne zwierzę da radę podnieść pień?
-Jakie jest duże zwierzę, które potrafiłoby podnieść to drzewo?
-Może słoń? Albo smok. -zaproponowała biała wadera.
-To drugie bardziej mi się podoba. -podniósł lekko kąciki ust i zamienił się w drapieżnego gada. Podleciał i tylnymi kończynami chwycił przeszkodę. Przerzucił ją kilka metrów dalej, aby wilczyca mogła swobodnie wyjść. Powrócił do swojej poprzedniej postaci i stanął obok wadery.
-Podziękujesz mi później, chodź,schronimy się przed deszczem.
Pobiegli razem do jaskini. Otrzepali się z nadmiaru wody i usiedli niedaleko siebie.
-Co za maniery! Nie przedstawiłem się. Ragnarok. -lekko się ukłonił udając księcia. Zaśmiał się w sobie, lecz widać było jego zabawną minę i brak powagi w danej sytuacji.- A Ty damo?
*Chione? Odkryłaś śmieszka w Ragnaroku :D*
Od Ragnaroka cd. Chione
Gdy biała wadera lekko poturbowała Ragnaroka, on wstał, otrzepał się i ze stoickim spokojem po prostu zapytał.
-Dlaczego przerywasz moją poobiednią drzemkę?
-Przepraszam.- powiedziała zupełnie bez uczuć. Ona również pozbierała się po upadku, odwróciła się zwinnie i przeszła obojętnie obok basiora. Ragna rzucił na nią spojrzenie nienawiści i zmarszczył brwi. Bardzo nie lubi, gdy ktoś Go zwyczajnie olewa. Cicho warknął, bardziej do siebie, niż nieznajomej; lekko podnosząc wargi i ukazując końce kłów. Widząc, że biała wilczyca nie chce mieć z nim nic wspólnego, przeniósł się w słoneczne i co ważne- bezpieczniejsze miejsce. Z dala od wszelkich urwisk, górek, czy innych wzniesień i załamań terenu. Umościł się wygodnie pośród kolorowych kwiatów i spoglądał na polującego lisa niedaleko niego. Rudzielec czaił się na sporych rozmiarów mysz. Jednym susem złapał ją i zjadł. Widząc, że jest obserwowany przez basiora, speszony schował się pomiędzy drzewami i poszedł w głąb. Delektując się ciszą, Rokk zaczął gwizdać pod nosem. Przymknął oczy i w myślach śpiewał różne piosenki. Nagle usłyszał chłeptanie wody. Uniósł delikatnie powieki i zobaczył wcześniej już spotkaną waderę. Usiadł po przeciwnej stronie niewielkiego stawu, daleko, aby nie zbliżać się do wilczycy, ale na tyle blisko, by wyczuła i zauważyła jego obecność. Nachylił się do powierzchni wody cały czas obserwując nieznajomą. Wyciągnął język, by napić się wody, gdy wadera zauważyła, że nie jest sama. Wyglądała na zaskoczoną, lecz próbowała to ukryć.
-Dlaczego przerywasz moją poobiednią drzemkę?
-Przepraszam.- powiedziała zupełnie bez uczuć. Ona również pozbierała się po upadku, odwróciła się zwinnie i przeszła obojętnie obok basiora. Ragna rzucił na nią spojrzenie nienawiści i zmarszczył brwi. Bardzo nie lubi, gdy ktoś Go zwyczajnie olewa. Cicho warknął, bardziej do siebie, niż nieznajomej; lekko podnosząc wargi i ukazując końce kłów. Widząc, że biała wilczyca nie chce mieć z nim nic wspólnego, przeniósł się w słoneczne i co ważne- bezpieczniejsze miejsce. Z dala od wszelkich urwisk, górek, czy innych wzniesień i załamań terenu. Umościł się wygodnie pośród kolorowych kwiatów i spoglądał na polującego lisa niedaleko niego. Rudzielec czaił się na sporych rozmiarów mysz. Jednym susem złapał ją i zjadł. Widząc, że jest obserwowany przez basiora, speszony schował się pomiędzy drzewami i poszedł w głąb. Delektując się ciszą, Rokk zaczął gwizdać pod nosem. Przymknął oczy i w myślach śpiewał różne piosenki. Nagle usłyszał chłeptanie wody. Uniósł delikatnie powieki i zobaczył wcześniej już spotkaną waderę. Usiadł po przeciwnej stronie niewielkiego stawu, daleko, aby nie zbliżać się do wilczycy, ale na tyle blisko, by wyczuła i zauważyła jego obecność. Nachylił się do powierzchni wody cały czas obserwując nieznajomą. Wyciągnął język, by napić się wody, gdy wadera zauważyła, że nie jest sama. Wyglądała na zaskoczoną, lecz próbowała to ukryć.
*Chione?*
Od Ragnaroka
Ciepłe promienie Słońca padały dokładnie na zamknięte powieki basiora. Zacisnął je jeszcze mocniej i zrobił skrzywioną minę. Mimo, iż uwielbiał wygrzewać się w Słońcu, to w tym momencie strasznie Go to drażniło. Przesunął głowę do cienia, przewrócił się na plecy i podkurczył łapy. Wziął głęboki oddech i wypuścił Go, powodując cichy świst. Spoglądał teraz na korony drzew. Gdzieniegdzie z gałęzi na gałąź skakała ruda wiewiórka, a dzięcioł próbował wydostać robaka spomiędzy kory. Ragnarok znudzony wstał, otrzepał się z trawy i kurzu, i uniósł wysoko nos. Wywęszył obecność nieznajomego mu wilka, gdzieś niedaleko od niego. Chcąc Go znaleźć, zamienił się w małą mysz. Biegł pod bujnymi paprociami i między kamykami większymi od niego. Nagle zatrzymał się i zauważył białego basiora z różnokolorowymi elementami. Przeglądał się w tafli wody, odwracając pysk na różne strony. Ragnarok z ciekawości chciał podejść bliżej. Niedaleko przechodziła jakaś wadera. Basior, chcąc jej zaimponować, rozglądał się po otoczeniu. Nagle zauważył Ragnaroka pod postacią myszy i skoczył w jego kierunku próbując przygwoździć Go potężną łapą. W ostatniej chwili Rokk powrócił do normalnej postaci ratując się przed zgnieceniem.
-Co Ty wyprawiasz?!- warknął w stronę białego. Ten był bardzo zdezorientowany i zdziwiony zajściem, bo trzymał łapę na klatce piersiowej czarnego wilka szczerzącego do niego zęby.
-Co Ty wyprawiasz?!- warknął w stronę białego. Ten był bardzo zdezorientowany i zdziwiony zajściem, bo trzymał łapę na klatce piersiowej czarnego wilka szczerzącego do niego zęby.
*Ono?*
Od Ragnaroka do Cerbera De La Coste
Po dziwnych zajściach w puszczonym domu, Ragnarok był zmęczony fizycznie jak i psychicznie. Położył się plackiem na świeżej, jasnozielonej trawie i odetchnął głęboko. Przymknął powieki i wsłuchał się w delikatny szum wiatru. Lekka bryza znad jeziora przywędrowała do niego, owiała jego ciało i wpadła do jego nozdrzy. Ragna poruszył nosem czując zapach wody. Leniwie wstał, przy okazji się przeciągając i ruszył w stronę, z której przyszedł do niego zapach. Po drugiej stronie jeziora, do którego zmierzał stała dorodna sarna. Basior napił się wody cały czas obserwując przyszłą zdobycz. Wycofał się z dotychczasowego miejsca i obszedł okrężnym łukiem łanię, aż dostał się kilka metrów za nią. Usiadł swobodnie i użył na niej jednej ze swoich mocy. Nagle ofiara zaczęła turlać się bezwładnie po ziemi lub wierzgać jak koń. Rokk, mimo swojego małego poczucia humoru, śmiał się wniebogłosy, gdy tylko bezbronny roślinożerca, opętany przez wilka, próbował złapać zająca za jego omyk. Kończąc zabawę po prostu z zimną krwią zabił sarnę. Rozciął jej brzuch i po chwili delektował się smakiem sarniny. Resztki, które zostały po jego posiłku, zaciągnął w krzaki, aby skorzystały z nich padlinożercy, a nie psuły widoku przy wodzie. Zadowolony, z pełnym żołądkiem, nucąc coś pod nosem, wrócił w poprzednie miejsce. Znów położył się na miękkiej trawie i wsłuchiwał się w melodię graną przez wiatr. Dokładnie odczuwał każdy podmuch, przedostający się przez jego gęstą sierść. Nagle na jego nosie usiadł dość duży, czerwony motyl i zatrzepotał skrzydełkami. Mieniły się w Słońcu od jasnego rubinu po ciemny karmazyn. Piękny owad po chwili odleciał przestraszony, bo ktoś stanął za basiorem. Dumnie i ostrożnie wstał i zanim odwrócił się w stronę przybysza zadał pytanie.
-Dlaczego przerywasz moją poobiednią drzemkę?
-Dlaczego przerywasz moją poobiednią drzemkę?
*Cerber De La Coste?*
Od Ragnaroka - Quest #1
Ragnarok jak codziennie wstał z nie za dobrym humorem. Groźnym wzrokiem spojrzał na ptasie zaloty, którym towarzyszył głośny świergot i trele. Wyraził swoje niezadowolenie poprzez kilka warknięć w ich stronę. Ptaki były tak zajęte, że nawet nie zauważyły, że ktoś próbuje im przeszkodzić. Zniechęcony basior, przygryzając wargi, kierował się w stronę pobliskiego jeziora. Dumnie krocząc, dokładnie obserwował wszystko, co Go otaczało. Nie umknęły przed jego wzrokiem myszy, szukające ziaren wśród traw ani zające, chowające się przed nim w swoich norach. Narastający śpiew oznaczał, że zbliżał się do wody. Wiosna, ze względu na słodki zapach budzących się do życia roślin i miłość w powietrzu, to zdecydowanie jego nie ulubiona pora roku. Dochodząc do niezmąconej tafli cieczy, rozpędził się i wskoczył. Otwierając oczy pod wodą, zobaczył goniące się ryby tuż przed jego pyskiem. Wyszedł z wody i otrzepał się z jej nadmiaru. Jego sierść delikatnie mieniła się w porannym Słońcu. Nie mogąc znieść towarzystwa, które cały czas mu towarzyszyło, jedyne co chciał zrobić, to znaleźć ustronne miejsce. Pewnym i zdeterminowanym krokiem szedł gęstym lasem. Promienie słoneczne nie potrafiły się przedostać przez gęste korony drzew, a grube konary chroniły przed wiatrem. Idąc w zupełnej ciszy, co bardzo mu się podobało, natknął się na polanę. Na jej środku stał duży, drewniany i prawdopodobnie opuszczony dom. Różnokolorowe motyle siedziały na barwnych kwiatach i bajecznie tańczyły nad nimi. Gdy Ragna przechodził pomiędzy nimi, wszystkie wzbiły się do lotu tworząc jakby ścieżkę wprost pod drzwi budynku. Mimo, iż ten basior jest niezwykle okrutny i bez litości, to widok latających owadów bardzo Go urzekł. Przypomniały mu się beztroskie, dziecięce lata i bez namysłu podążył za motylami. Wchodząc przez ciężkie, dębowe drzwi, ogarnął Go natychmiastowy chłód. Chciał jak najszybciej stąd wyjść, lecz drzwi zamknęły się tuż za nim. Chwilę próbował drapać w drzwi z nadzieją, że je uszkodzi, lecz nic z tego. Spojrzał w głąb dość dużego pomieszczenia. Udało mu się dostrzec stare meble przykryte białymi płótnami i kilka kolejnych par drzwi. Kroczył w stronę jedych z nich, omijając pajęczyny i swobodnie po nich chodzące pająki. Gdy był kilka kroków przed nimi, otworzyły się, a zimne powietrze o zapachu stęchlizny wdarło się do jego nozdrzy i otuliło Go. Chłód i widok przed nim sprawił, że jego serce zaczęło szybciej bić, a kończyny drętwieć. Zobaczył on bowiem ogromnego węża, dziesięciokrotnie większego od basiora, który spożywał niezbyt świeże zwierzę nieokreślonego gatunku. Gad, gdy tylko zauważył Rokk'a, syknął mu tuż przed pyskiem obnażając potężne kły jadowe. Basior ile tylko miał sił w łapach biegł przez jak największą ilość pomieszczeń, by zgubić obślizgłego potwora. Dobiegł do pokoju, który wyglądał jak jakieś biuro. W kącie stało biurko z przyborami do pisania, obok jakaś komoda i sofa, a na większości ścian wisiały obrazy. Ragnarok stanął na środku i rozglądał się. Odetchnął z ulgą, bo widział, że nic za nim nie pełzło. Nagle poczuł oddech na karku i znajomy syk. Wąż kołysał się delikatnie, raz w prawo,raz w lewo. Zapewne cieszył się z nowego obiadu. Ragna przełknął ślinę i zachowując zimną krew szukał sposobu na ucieczkę. Zauważył okno, które jako jedno z nielicznych nie było zabite deskami. Rozpędził się i uderzył mocno w szybę, wyłamując ją, i wyskakując z powrotem na polanę. Gad był zbyt duży i nie mieścił się w wybitej dziurze. Jeszcze raz, jakby na pożegnanie, wyeksponował swoje uzębienie i wrócił do swojego pokoiku. Basior teraz już na prawdę odetchnął z ulgą. Sam nie mógł uwierzyć, że coś takiego żyje na tym świecie i zrozumiał, dlaczego nie powinno wychodzić się poza tereny watahy.
Ragnarok
Imię : Ragnarok
Pseudonim : Jego imię znaczy los Bogów, więc można je rozbić na te dwa słowa: Ragna, Rokk.
Wiek : 5 lat
Płeć : Basior
Orientacja : Heteroseksualny
Charakter : Ragnarok to dość porywczy basior, który nie daje sobie w kaszę dmuchać. Bezwzględny i okrutny to jego drugie, i trzecie imię. Nie bez powodu jest zabójcą. Ma wrodzony talent do zabijania i nie ma poczucia sumienia. Często pozbywa się uczuć- jest bezlitosny. Czasami wywyższa się wśród szczeniaków lub młodych wilków, aby zdobyć ich uznanie. Lubi być doceniany i w centrum uwagi. Mimo tych nieciekawych cech charakteru jest też bardzo lojalny. Wystarczy zdobyć jego zaufanie, a będzie wiernym przyjacielem. Nigdy nie rozmawia o bliznach i przeszłości, o której chciałby zapomnieć. Cierpliwość nie jest jego największą cnotą.
Wygląd : Ragnarok to średnich rozmiarów basior o umięśnionej sylwetce i potężnych łapach. jego futro jest kruczoczarne z wyjątkiem krwistoczerwonych końcówek uszu i ogona. Na twarzy posiada wiele blizn. Oczy w kolorze fragmentów futra zwykle są przymknięte. Na karku oraz ogonie sierść jest gęstsza, a resztę ciała porasta krótki włos.
Stanowisko : Zabójca
Rasa : Wilk Śmierci
Moce :
- Zabija wzrokiem, lecz nie lubi iść na łatwiznę i woli zabijać inaczej,
- Potrafi wpaść w furię, zwiększa mu się wtedy siła, szybkość, zmysły itp.
- Zmiana w demona i różne zwierzęta
- Będąc w formie demona, nie działają na niego żadne czary ani moce,
- Kontrola całego ciała, coś w rodzaju hipnozy, ale ofiara nie zasypia
- Zna wszystkie języki i potrafi się nimi posługiwać
- Potężny ryk, dzięki któremu wszyscy wokół na chwilę głuchną; im głośniejszy tym dłużej nie słyszą przeciwnicy
Partner/ka : Szuka
Szczeniaki : Nie ma
Rodzina : Jego ojcem jest bóg Podziemnego Świata- Kerberus, a matką zwykła śmiertelniczka- Lilith
Historia : Jak już wspomniałam w rodzinie, Ragnarok jest jednym z wielu potomków Kerberusa. Mimo to, nigdy Go nie spotkał. Od urodzenia był wyrzutkiem w watasze matki. Jego czarna sierść wyróżniała się spośród jasnych, a wręcz śnieżnobiałych futer. Nie mogąc znieść wiecznego wyśmiewania i żartów, pewnego dnia rzucił się na żartownisiów i zamordował ich z zimną krwią. Rzuciło się wtedy na niego kilka dorosłych i o wiele większych basiorów, lecz wszystkich pokonał. Pozostali członkowie watahy razem z jego matką uciekli. Zanim odeszła zdążyła Go jedynie przytulić i zawiesiła na szyi talizman. Po tym dniu zostały mu na pysku blizny. Chcąc zacząć wszystko na nowo wstąpił do WZK.
Właściciel : dinooxd(D)
Inne Zdjęcia : <Jako Demon>
Pseudonim : Jego imię znaczy los Bogów, więc można je rozbić na te dwa słowa: Ragna, Rokk.
Wiek : 5 lat
Płeć : Basior
Orientacja : Heteroseksualny
Charakter : Ragnarok to dość porywczy basior, który nie daje sobie w kaszę dmuchać. Bezwzględny i okrutny to jego drugie, i trzecie imię. Nie bez powodu jest zabójcą. Ma wrodzony talent do zabijania i nie ma poczucia sumienia. Często pozbywa się uczuć- jest bezlitosny. Czasami wywyższa się wśród szczeniaków lub młodych wilków, aby zdobyć ich uznanie. Lubi być doceniany i w centrum uwagi. Mimo tych nieciekawych cech charakteru jest też bardzo lojalny. Wystarczy zdobyć jego zaufanie, a będzie wiernym przyjacielem. Nigdy nie rozmawia o bliznach i przeszłości, o której chciałby zapomnieć. Cierpliwość nie jest jego największą cnotą.
Wygląd : Ragnarok to średnich rozmiarów basior o umięśnionej sylwetce i potężnych łapach. jego futro jest kruczoczarne z wyjątkiem krwistoczerwonych końcówek uszu i ogona. Na twarzy posiada wiele blizn. Oczy w kolorze fragmentów futra zwykle są przymknięte. Na karku oraz ogonie sierść jest gęstsza, a resztę ciała porasta krótki włos.
Stanowisko : Zabójca
Rasa : Wilk Śmierci
Moce :
- Zabija wzrokiem, lecz nie lubi iść na łatwiznę i woli zabijać inaczej,
- Potrafi wpaść w furię, zwiększa mu się wtedy siła, szybkość, zmysły itp.
- Zmiana w demona i różne zwierzęta
- Będąc w formie demona, nie działają na niego żadne czary ani moce,
- Kontrola całego ciała, coś w rodzaju hipnozy, ale ofiara nie zasypia
- Zna wszystkie języki i potrafi się nimi posługiwać
- Potężny ryk, dzięki któremu wszyscy wokół na chwilę głuchną; im głośniejszy tym dłużej nie słyszą przeciwnicy
Partner/ka : Szuka
Szczeniaki : Nie ma
Rodzina : Jego ojcem jest bóg Podziemnego Świata- Kerberus, a matką zwykła śmiertelniczka- Lilith
Historia : Jak już wspomniałam w rodzinie, Ragnarok jest jednym z wielu potomków Kerberusa. Mimo to, nigdy Go nie spotkał. Od urodzenia był wyrzutkiem w watasze matki. Jego czarna sierść wyróżniała się spośród jasnych, a wręcz śnieżnobiałych futer. Nie mogąc znieść wiecznego wyśmiewania i żartów, pewnego dnia rzucił się na żartownisiów i zamordował ich z zimną krwią. Rzuciło się wtedy na niego kilka dorosłych i o wiele większych basiorów, lecz wszystkich pokonał. Pozostali członkowie watahy razem z jego matką uciekli. Zanim odeszła zdążyła Go jedynie przytulić i zawiesiła na szyi talizman. Po tym dniu zostały mu na pysku blizny. Chcąc zacząć wszystko na nowo wstąpił do WZK.
Właściciel : dinooxd(D)
Inne Zdjęcia : <Jako Demon>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
© Agata dla WioskaSzablonów